BURDON – koniec lipca 2012

Na początku był burdon. Kiedy przylatuję do Delhi, jest koniec lipca i środek pory monsunowej. Gorąco, mokro. Gdzie by się nie było, zawsze towarzyszy szum wentylatora. W dzień, w nocy, jest częścią każdego dźwięku, każdej myśli, każdego oddechu. Dzień i noc w pomieszczeniach niespecjalnie się nawet odróżniają, bo światła słonecznego często brak, ze względu na brak okien. Kiedy wysiada prąd (elektrownie latem nie wyrabiają z obsługą wszystkich wiatraków i klimatyzatorów, więc dzieje się to nagminnie) wiatrak staje, wszystko staje, światło, powietrze, życie. Nie idzie przeżyć bez wiatraka.

Drugiego dnia pierwsze spotkanie z Guru. Guru wyciąga elektroniczne pudełko- mówi, że elektroniczna wersja tambury/tampury- strunowego instrumentu burdonowego. Śruti- box, Odtwarzacz Śruti, czyli nigdy nie ustającego burdonu. Gdy nie ma pod ręką żywego, burdonowego instrumentu (tambury, harmonium), to pudełko towarzyszy każdej lekcji, każdej próbie, koncertowi, jakiemukolwiek wydarzeniu muzycznemu. Śruti jest uniwersalnym punktem odniesienia dla każdej muzyki. Punktem odniesienia, dla wysokości dźwięków nie są klawisze fortepianu, tylko odległość od Śruti. Sa Ri Ga ma pa da ni, tak jak do re mi fa sol la si /c d e f g a h , 7 dźwięków, z których pierwsze Sa znajduje się na wysokości burdonu. Jego wysokość można ustawić, zależnie od preferencji głosowych śpiewaka, możliwości instrumentu, etc. Pierwszym ćwiczeniem głosowym, jest śpiewanie wraz ze swoim śruti. Moje śruti to G♯. Jak długo możesz śpiewać 1 dźwięk na 1 wysokości na 1 oddechu? Bez tego żeby głos zadrżał, zafalował, zawibrował. Żeby móc siebie nazywać śpiewakiem, trzeba wytrzymać przynajmniej minutę. PRZYNAJMNIEJ. Mistrzowie dochodzą do trzech minut. Jeśli nie dajesz rady poniżej 30tu sekund, to nawet nie mamy o czym rozmawiać.

saptha-swara-sarigamapadanisza

Jednak zdaje się, że nikt nie przypisuje burdonowi jakichś specjalnych wartości estetycznych. On po prostu daje nam wskazówki, jak śpiewać, grać. Poza tym nikt zdaje się go nie słyszeć, nie zauważać- zupełnie jak z muzyką sfer u Pitagorejczyków. Jego obecność jest zbyt oczywista. Estetycy indyjskiej muzyki klasycznej go w żadnym razie nie poważają ani się nad nim specjalnie nie zastanawiają.

Szerenyi Bela, budowniczy lir korbowych z Budapesztu opowiadał mi o szczególnym miejscu burdonu w węgierskiej mitologii ludowej. Wierzą tam, że świat jest kulisty. W poprzek świata, przepływa rzeka Burdon, dzieląc świat na dwie połowy- pierwsza to świat żywych, jaki znamy, druga to świat duchów, zjaw, zmarłych. Kto przekroczy tą rzekę, znajdzie się po drugiej stronie. Muzycy  grający na burdonowych instrumentach stoją cały czas okrakiem w obu światach, pośredniczą między nimi.

Trzeciego dnia przeprowadzam się. Z manatkami z Polski i lirą z Węgier wsiadam do autorikszy- motorek z doczepioną budką z kanapą na dwóch, maks. trzy pasażerów. Jeden z najpopularniejszych środków transportu w Indiach. Wychodzisz na ulicę i łapiesz przejeżdżającą akurat rikszę. O całe niebo tańsza od taksówek, na które nikogo normalnego nie stać, za to wjedzie wszędzie, w każdą szparę zakorkowanego ruchu ulicznego, który może nieźle doskwierać, zwłaszcza w takim dużym mieście jak New Delhi. Wiatr miło powiewa i nie ustaje jednostajne buczenie motoru- wszechobecny burdon.Tego dnia mam szczęście- rikszarz śpiewa religijne pieśni. Im szybciej jedzie- im głośniejszy staje się motor/burdon- tym głośniej śpiewa.

jazda motorikszą

DSCF4205.JPG

Napisz komentarz

Twój e-mail jest tylko dla naszej wiadomości. Wymagane pola są zazmaczone*

*
*

Powrót