Witek o sobie

Nazywam się Witold Roy Zalewski (Roy to drugie imię – nie nazwisko). Mój ojciec był malarzem, rzeźbiarzem, pisarzem, wydawcą i niebieskim ptakiem. Matka jest piosenkarką, nauczycielką śpiewu, szefową festiwali. Poślubiła muzyka.

Urodzony w Poznaniu, spędziłem dzieciństwo w jego okolicy – na blokowiskach Swarzędza, w pałacu przy PGR w Chełmnie, w Pniewach, w końcu ukończyłem liceum w Poznaniu, studiowałem też trochę fotografię na ASP.

Moje korzenie: od ukraińskich Polaków i Wielkopolanz domieszką genów żydowskich z jednej strony po pradziadka który budował Lanckoronę, babcię co po wojnie wylądowała w Koszalinie i poślubiła uciekiniera z Ukrainy z drugiej. W końcu rodzice spotkali się w Poznaniu.

Od dziecka w domu była muzyka. Mama ciężko pracowała aby utrzymać siebie i dwójkę dzieci. Pracowała w przedszkolu do którego chodziliśmy, w szkole podstawowej i zawsze robiła tam niekonwencjonalne zajęcia muzyczne. W końcu została dyrektorem biblioteki i domu kultury, gdzie znów tworzyła zespoły w których uczestniczyłem. Dzięki temu umiem śpiewać, poruszać się na scenie, znam podstawy sztuki estradowej.

Zawsze było mi blisko do folku. Jeszcze w podstawówce skrzyknąłem grupę kolędników i z pastorałką, którą napisałem na podstawie Kolberga odwiedziliśmy pobliskie wioski. Później poznaliśmy zespół dziewczyn z Pomorza, które pozbierały tam ukraińskie pieśni od przesiedleńczych rodzin. Zrobiliśmy nagrania w naszej glinianej stodole na wsi.
W międzyczasie powstała Kapela z Orliczka. Wiejskie dzieciaki, które dzięki pracy moich rodziców mogły osiągnąć profesjonalny poziom. Kapela nadal gra – już beze mnie.
Zainteresowałem się filmem. Na studiach fotograficznych zacząłem jeździć na plany filmowe Wkrótce rozpocząłem pracę operatora dźwięku przy filmach dokumentalnych Szkoły Wajdy, w telewizji, w Łódzkiej Filmówce. Wciąż marzę by zrobić własny film.

Poznałem Kasię. Razem jeździmy na wioski zbierać pieśni. Przydają się moje doświadczenia z nagrywaniem i fotografią. Coraz lepiej poznajemy ludową kulturę. Nie jesteśmy sami. Takich jak my jest wiele. Bierzemy udział w organizacji wydarzeń, Poznańskiego Domu Tańca, Taborów.
Wygrałem nagrodę na Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym. To dla mnie bardzo ważne, tym bardziej, że śpiewałem pieśni ś.p. Stanisława Fijałkowskiego, którego głos i charakter pokochałem od pierwszego spotkania.

Teraz pora na własny repertuar.

Napisz komentarz

Twój e-mail jest tylko dla naszej wiadomości. Wymagane pola są zazmaczone*

*
*

Powrót