Polesie Lubelskie

[pe2-image src=”http://lh4.ggpht.com/-Qfr5lyxXI58/UlPirZtDy1I/AAAAAAAABpc/ukAAlBD7Jck/s144-c-o/DSCF7563.jpg” href=”https://picasaweb.google.com/110375521600890825208/PolesieLubeskie#5932334369439206226″ caption=”” type=”image” alt=”DSCF7563.jpg” ]

Mija wiosna, lato, jesień, a my ciągle jeszcze w Polsce. Coś wylecieć do tych ciepłych krajów nie możemy, a zaraz zrobi się taka zima, że całkiem znieruchomiejemy i nigdzie nie wyruszymy.

To, co nas między innymi zatrzymało, to polskie Polesie- Polesie Lubelskie, zwane południowym Podlasiem. Trochę to taka kraina niczyja, bo ani nie jest to już do końca Polska (Kolberg nazywał tutejszy lud „Rusinami”), ale jednak znajduje się na zachód od Buga, więc nie jest to też jeszcze Białoruś, ani tym bardziej Ukraina. Nie jest to już Podlasie, administracyjnie należy do woj. Lubelskiego, chociaż nie należy przecież tak naprawdę do Lubelszczyzny, zarówno kulturowo, jak i krajobrazowo znacznie się różni od reszty województwa.
Krajobraz, w pewnym sensie, jest nudny. Gdzieniegdzie tylko las, a tak, przede wszystkim, płasko i pola, pola, pola po horyzont płaskie pola. Na próżno szukać tu tej urokliwej, jedynej w swoim rodzaju pagórkowatości Roztocza.

Jakość Polesia Lubelskiego leży tym czasem zupełnie gdzie indziej, powyżej linii horyzontu. Rzadko gdzie w Polsce tak dobrze widać niebo. Niczym nie zasłonięte, jak okiem sięgnąć właściwie jest się tu otoczonym niebem, i chmurami na nim o wszystkich możliwych kształtach. Powietrze jest też bardziej przejrzyste, należy do najczystszych w Polsce, a niebo też należy do najmniej zanieczyszczonych światłem. Bo to też ma znaczenie. Zbyt duża ilość sztucznego światła prowadzi nie tylko do zanikania ciemnego, rozgwieżdżonego nieba ale również narusza nasz naturalny cykl dobowy, który składa się zarówno z dnia jak i z nocy, z światła i ciemności. Nie tylko doskwiera nam, współczesnym ludziom, brak światła słonecznego zimą, ale również brak prawdziwego mroku, to tak jak zanik kontaktu z naszą podświadomościa i ukrytymi mocami. Przez co stajemy się bardziej nerwowi, zestresowani, zaniepokojeni, skłonni do załamań psychicznych, (a ponoć nawet bardziej podatne na raka piersi).  A jeśli negatywne konsekwencje braku ciemności dla człowieka nie są aż tak oczywiste, to z pewnością bardziej dla świata zwierząt- nienaturalnie jasne noce mogą psuć wzrok wielu zwierząt, przeszkadzać w orientacji przestrzennej, zmieniać sposoby zdobywania pokarmów, rozmnażania, itp. W każdym razie, na tym polskim Polesiu, można podziwiać jedne z najpiękniejszych zachodów i wschodów słońca. W nocy jest to jedno z lepszych miejsc do obserwowania gwiazd. 12. sierpnia 2013, w noc spadających gwiazd, w ciągu godziny patrzenia na iniebo naliczyłam około 40-tu spadających gwiazd. Takich porządnie spadających, ciągnących za sobą długą, białą smugę.

A muzycznie? Jest w tych okolicach jeszcze sporo ciekawego śpiewu. Instrumentalnie już trochę trudniej. Pozostał właściwie jeden tylko człowiek, na całą okolicę. Zdzisław Marczuk- skrzypek, harmonista, śpiewak. To człowiek naprawdę niezwykły, bo jedyny, bo działa tak, jakby nie dostrzegał, że świat wokół się już bardzo zmienił. Gra tę muzykę wbrew wszystkiemu- nikt już w jego otoczeniu się tą muzyką nie interesuje, nikt już nie tańczy, na dłuższą metę nikt z nim nie gra. A on, jakby nie chciał w to uwierzyć- prowadzi kilka zespołów śpiewaczych, uczy dzieci i młodzież gry na instrumentach. Sam Marczuk, ze swoimi uczniami jeździ rokrocznie do Kazimierza, gdzie startuje za każdym razem w innej kategorii, co chwile też wygrywa najróżniejsze nagrody. Zajęte ma wszystkie dni tygodnia, od poniedziałku do piątku, więc bardzo trudno nam się z nim umówić. Niestety, uczniowie nie pozostają wierni nauczycielowi. Nauczą się grać, dobrze, a następnie wyjeżdżają do miast, gdzie w najlepszym razie wystartują w telewizyjnych konkursach muzycznych z repertuarem popowym.

Wojciech Marczuk – tancerz kontra orkiestra

Napisz komentarz

Twój e-mail jest tylko dla naszej wiadomości. Wymagane pola są zazmaczone*

*
*

Powrót